<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Historyjka o soniu, ktry chcia uchodzi za moskita"> 
<author_1=Wujcio Fistaszek>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="3">
<date=1954-03-07>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
BY sobie raz pewien so, ktry ogromnie chcia podrowa. Ju od duszego czasu marzy o tym, eby zoy wizyt swym kuzynom Hipopotamom, ktre mieszkay na drugim kocu dungli, nad brzegiem Wielkiej Rzeki. W tym celu jednak trzeba byo caymi dniami maszerowa a Topoho, nasz so, by raczej leniwy. Mg wsi do pocigu, oczywicie. Na jego nieszczcie jednak, w pocigu ktry kursowa przez dungl, im si byo wikszym, tym wicej trzeba byo paci. Na przykad za podr, ktra pch kosztowaa jeden grosik, lew musia paci a sto zotych (i to jeszcze pod warunkiem, e nie ma pche). Moecie sobie wyobrazi ile by taka podr kosztowaa sonia! Topoho w dodatku by rwnie skpy jak leniwy.
Pewnego dnia przyszed mu do gowy pomys. Po prostu pomyla sobie tak:
Czy ja nie mgbym uchodzi za moskita?
Wiedzia bowiem Topoho, e w pocigu, ktry kursuje przez dungl moskity korzystaj z taryfy zupenie wyjtkowej, nie tylko dlatego,  e s takie bardzo
malekie, ale przede wszystkim dlatego, e dungla ich potrzebuje poniewa kuj ludzi, ktrzy przybywaj krzywdzi albo zabija zwierzta. Nieraz mona byo widzie cay oddzia moskitw wsiadajcych do pocigu subowo. Te, to nawet grosika nie paciy.
Topoho ruszy wic na stacj, podskakujc i prbujc naladowa sw trb bzykanie moskitw. Naturalnie robi si z tego okropny haas.
Stara mapa, ktra sprzedawaa na stacji bilety, bya ogromnym krtkowidzem, a w dodatku bya  prawie gucha. Mimo to usyszaa bzykanie Topoha.
 Co to?  zapytaa.
Topoho odpowiedzia:
 Moskit.
 Niemoliwe!  zawoaa stara mapa. Popatrzcie, sysz bzykanie moskitw! Przestaam by gucha!
Podniosa okienko kasy, ale z powodu swego krtkowidztwa niczego nie dostrzega.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
